Moda.Fotografia. Vintage. Sztuka. Komercja. Inspiracje.Antypatie.Trendy. Kreatywność. Zakupy. Modelki

Zakupy przez internet

środa, 21 lipca 2010

Słowo 'vintage' stało się w ostatnich latach bardzo popularne. Wiele osób, które chce być postrzegane jako oryginalne i posiadające własny, niepowtarzalny styl wprost kocha to słowo. Często jest nadużywane i mylące. W rzeczy 'z duszą' ubierać można się od stóp do głów, albo mieszać je ze współczesnymi ubraniami. Na pewno jest się bardziej oryginalnym nosząc ubrania vintage i mając prawie 100% pewności, że nikt inny nie będzie miał takiego samego, niż będąc sieciówkowym klonem. W czasach, gdy dorastałam, określenie vintage nie było wcale znane. My używaliśmy słowa 'oldschool'.

Czy vintage to naprawdę vintage?

Co jest głównym wyznacznikiem rzeczy vintage? Ich wiek oczywiście. Ileż to razy widziałam ubrania z Primarka i innych sieciówek podpisanych jako vintage. Blogi szafiarskie, allegro, eBay pełne są takich rzeczy. Najpierw widzę je na wieszkach w tanich sklepach a potem jako rzeczy 'z przeszłością' na nieświadomych tego (albo i świadomych, ale chcących dodać sobie charakteru?) szafiarkach i u internetowych sprzedawców. W secondhandzie np można sobie dla pewności sprawdzić metkę, ale kupując przez internet trzeba znać kolekcje przynajmniej najpopularniejszych sieciówek. Uniknie się wtedy rozczarowania. Jak dla mnie nie ma niczego złego dodanie do opisu przedmiotu informacji 'inspirowane stylem vintage', ale już zwykłe oszukiwanie kupujących, że ubranie to vintage, jest nie do zaakceptowania. Na eBay jest specjalna kategoria dla ubrań vintage i znaleźć tam można mnóstwo współczesnych ubrań, co dla mnie jako kupującego jest bardzo irytujące. Sama byłam ofiarą takiej sytuacji - kupiłam piękną sukienkę z haftem richelieu z przekonaniem, że to vintage, a okazało się, że wcale nie. Sprzedawca usunął z niej metki... Teraz kupuję tylko od sprzedawców specjalizujących się w takich ubraniach. Dla mnie vintage to rzecz przynajmniej z lat 80. ubiegłego wieku. Im starsze, tym lepsze. Na pewno nie jest to rzecz z poprzedniego sezonu! Fakt, że wygrzebało się coś w lumpie też nie znaczy, że jest to vintage. Poradniki jak rozpoznać autentyczny vintage znaleźć można w sieci (może sama pokuszę się kiedyś o napisanie takiego).

sklepy i ubrania vintage zakupy

źródło zdjęcia

Poliester

Czego najbardziej nie lubię w ubraniach tzw vintage? Wiele z nich uszytych jest z poliestru. Zdarza mi się, że wypatrzę wymarzoną, piękną, kolorową i dobrze uszytą rzecz. Dotykam i już wiem, że jej nie kupię. Zerknięcie na metkę potwierdza, że uszyta jest ze znienawidzonego przeze mnie poliestru. Ścierpieć mogę domieszkę, ale 100% oznacza odwrócenie się i zapomnienie o danej rzeczy. Wielu sprzedawców o tym wie i ukrywa ten fakt usunięciem metki ze składem materiału. W sytuacji, gdy kupując przez internet widzę opis przedmiotu mówiący, że nie ma takiej metki, staję się podejrzliwa i jeśli naprawdę chcę ją kupić - zadaję pytania jaki to może być materiał, czy jest rozciągliwy, jaki jest w dotyku itp. Prawdą jest jednak, że metki ze składem materiału i informacją jak daną rzecz prać pojawiły się ok lat 60. Dla mnie rzecz uszyta z poliestru ma bardzo małą wartość. Często przerabiam i szyję ubrania, więc mogę ciekawy materiał użyć np do zrobienia aplikacji lub kieszeni, ale nie ubiorę rzeczy uszytej w całości z poliestru. Dlatego też wydając dużą sumę muszę mieć pewność, że materiał jest odpowiedni. Jakiś czas temu przeglądałam przez internet nową kolekcję jednej z moich ulubionych sieciówek i zszokowały mnie opisy przedmiotów - większość z nich uszyta była ze znienawidzonego przeze mnie materiału. Nie wiem jak wy, ale ja na pewno nie zapłacę 70eur za kawałek plastiku (bo z plastikiem właśnie kojarzy mi się poliester). Nie ważne jak kusząco wygląda. Byłam pewna, że świat pójdzie do przodu i współczesne ubrania szyte będą tylko z rewelacyjnych materiałów, a poliester pomacamy co najwyżej w szafie babci, ale widocznie niektórzy wolą jeszcze bardziej zaoszczędzić i użyć najtańszego środka. Wiem, że z poliestru szyje się np stoje sportowe, ale co innego takie, a co innego dziewczęca sukienka. Dlatego też kupując vintage radzę upewnić się co to za materiał i czy będzie nam w nim wygodnie.

Podarte, zniszczone, dziurawe, poplamione

Wielu sprzedawców uważa, że opisując rzecz jako używaną lub vintage automatycznie zwalniani są z podania faktycznego stanu ubrania. A może być dosłownie zjedzone przez mole. Sklepy specjalizujące się w sprzedaży ubrań vintage zwykle przykładają dużą wagę do ich jakości. Są one starannie wyselekcjonowane i bez zastrzeżeń. Jeśli sprzedają przez internet - dokładnie opisują ich faktyczny stan. Tylko raz byłam świadkiem sytuacji, gdy w sklepie z ubraniami vintage sprzedawca przekonywał, że prawie całkowicie odpruty rękaw to przecież nic wielkiego, przecież to vintage! A czego się kupująca spodziewała?? Ja nie kupuję rzeczy poplamionych, bo nigdy nie ma pewności, że będzie można plamę usunąć. Uważam, że drobne niedoskonałości są do zaakceptowania, ale nie ubranie rozdarte na pół. Ubrania są wtedy zwykle tańsze, a małymi środkami (igła i nitka) można doprowadzić je do dobrego stanu. Kupując vintage zwracam szczególną uwagę na rękawy, pachy, wewnętrzną stronę kołnierzyka, czy tył spódnic i spodni nie jest przetarty, nie boję się mocniej szarpnąć, aby sprawdzić czy szwy i kieszenie dobrze się trzymają; czy wszelkie koronki, aplikacje i guziki nie są odprute i nie odpadają; sprawdzam w dziennym świetle czy nie ma plam, dziurek i zaciągnięć. Takie ubranie miało prawdopodobnie kilku właścicieli, być może zapomniane i zakurzone przeleżało lata w stęchniętej szafie lub na strychu w towarzystwie moli. Ubrania vintage często osiągają zawrotne ceny, dlatego też warto upewnić się co dokładnie za nasze pieniądze dostajemy. Prawdą jest, że dawniej ubrania szyto również z myślą o przyszłych pokoleniach - nosiły je matki, potem ich córki, oddawało się je znajomym. Miały przetrwać lata. Dlatego też przykładano wagę do jakości, nie ilości jak współcześnie. Możemy się więc spodziewać, że vintage jest dobrze uszyte, bez krzywych szwów i nierównych rękawów. Użytkowanie i czas robi jednak swoje.

sklepy i ubrania vintage zakupy

źródło zdjęcia

Bielizna i buty

Często prawdziwe perełki. Wiele osób nie ma problemu z założeniem używanej bielizny i butów, ja jestem pośrodku. Halka, pas to pończoch, gorset = tak. Majtki, buty = nie. Każdy ma swoje granice. Coś, co miało bardzo bliski kontakt z obcym ciałem i jego wydzielinami na pewno nie znajdzie się w mojej szafie. Jak kupywać takie rzeczy? Znów radziłabym sprawdzić, czy nie ma plam i dziur, czy koronka nie odpada, czy gumka się nie sypie (czy ktoś widział co dzieje się np z elastycznym ramiączkiem stanika po kilku latach leżenia w szafie?), czy ubranie się dosłownie nie rozlatuje. Co do kupowania butów vintage - nie będę radzić, jeśli sama ich nie kupuję. Może jakiś czytelnik poradzi w komentarzach? Na koniec radzę sprawdzić rozmiary. Halka wybaczy błędy w wybieraniu rozmiaru, ale biustonosz czy gorset już nie.

Rozmiary

Kupując ubrania vintage radzę nie kierować się tylko rozmiarem podanym na metce. Zawsze sprawdzić trzeba dokładne wymiary! Kupując sukienkę z lat 50. w rozmiarze 14 spodziewać się trzeba raczej współczesnej 10, a nawet 8. Leniwy sprzedawca internetowy poda tylko rozmiar z metki, trzeba więc wysłać wiadomość z zapytaniem o większą dokładność. Różne epoki miały swój własny styl szycia ubrań, raz modne były szerokie ramiona, raz talia osy. Trzeba mieć to na uwadze i dobierać ubranie również do swojej sylwetki. Można też kupić za duże ubranie i zanieść do krawca, albo zmniejszyć je samemu. Ubrania za małego lepiej nie kupywać.

Gdzie kupować?

Jeśli chodzi o kupowanie ubrań z przeszłością przez internet - polecam listę Sklepy Vintage, skomponowaną przez właścicielkę najlepszego polskiego szafiarskiego (nie lubię tego słowa, trzeba wymyślić inną nazwę) bloga o tej tematyce - W I N T Y D Ż. Jeśli ktoś zna sklep, który nie jest na liście - niech napisze do Mademoiselle Gershwin, a na pewno go doda. Polecam też wszelkiego rodzaju strony aukcyjne - eBay, Allegro; targi staroci, wszelkie małe sklepiki tylko z ubraniami vintage i blogi - co jakiś czas każdy wymienia szafę i czasem odkupić można tanio jakiś wypatrzony rarytas. Jeśli babcia albo starsza ciocia mają wiele przyjaciółek - dlaczego by nie spytać, czy któraś z nich nie ma do sprzedania ubrań sprzed lat?

środa, 14 kwietnia 2010

Od wielu już lat nałogowo kupuję mnóstwo rzeczy przez internet. Od jakiegoś czasu również sprzedaję. Miałam też możliwość spojrzeć na takie zakupy od innej strony - pracując przez kilka lat w dziale skarg dla największej firmy związanej z internetowymi zakupami. Nie zawsze mam czas lub ochotę biegać po sklepach w poszukiwaniu interesującej mnie rzeczy. Internet znakomicie je zastępuje. Nie mam możliwości przymierzyć czegoś przed zakupem, ale wymiary zwykle podane są bardzo dokładnie i nie zdarza mi się kupić czegoś za małego lub za dużego. Z powodzeniem kupuję dla siebie, prezenty dla rodziny i dla przyjaciół. W tym artykule przedstawię zakupy internetowe od strony kupującego. Za jakiś czas - od strony sprzedawcy. Napiszę też serię innych artykułów na ten temat.

zakupy przez internet, on-line shopping

Najważniejszą zasadą zakupów przez internet jest:

Jeśli coś wygląda zbyt dobrze, aby było prawdziwe - zwykle nie jest

Trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem. Jeśli nie ma się co do czegoś pewności - trzeba pytać, pytać, pytać. Sprzedawca, który bardzo lakonicznie, wcale lub po długim czasie odpowiada na pytanie, w przypadku kłopotów z zakupionym przedmiotem będzie odpowiadał na Twoją skargę w ten sam sposób. Każda strona ma lub powinna mieć system składania skarg. Warto zapoznać się z nim PRZED dokonaniem zakupu. To samo tyczy się przeczytania opisu przedmiotu, czy to na aukcji, czy w sklepie internetowym. Jest to może dla wielu tak oczywiste, że głupio o tym wspominać, ale sama wysłuchałam morze skarg od kupujących, którzy opis zakupionego przedmiotu przeczytali dopiero po otrzymaniu go. Radziłabym podchodzić ostrożnie, do opisu przedmotu takiego jak 'nie wiem nic na temat tego przedmiotu, nie gwarantuję czy działa czy nie, nie mam możliwości przetestowania go', etc. - w takich przypadkach jest to rosyjska ruletka i przedmiot prawie na pewno nie działa. Bardzo często sprzedawcy ukrywają wady właśnie za takimi lakonicznymi opisami. Rozmazane zdjęcie kiepskiej jakości i opis 'w stanie jak na zdjęciu' to też niebezpieczny zakup. W przypadku przedmiotu 'na części lub do naprawy' też nie ma żadnej gwarancji. Części mogą okazać się spalone lub nie do użytku, a przedmiotu to nie będzie można naprawić. Ja podchodzę ostrożnie do zakupu, szczególnie na aukcjach gdy przedmiot opisany jest jako używany, jeśli przedstawiony jest za pomocą katalogowego zdjęcia. Zawsze poprosić można sprzedawcę o zdjęcia dodatkowe, aby upwenić się, że przedmiot na pewno jest w jego posiadaniu i jaki jest jego rzeczywisty stan.

Jeśli opis przedmiotu był w rażący sposób nieprawdziwy lub mylący - nie radzę próbować samemu go poprawiać i od razu skontaktować się ze sprzedawcą. Jeśli korzystaliśmy z serwisu eBay lub PayPal - istnieje możliwość otwarcia oficjalnego sporu ze sprzedawcą. I tutaj kłania się przeczytanie umowy z użytkownikiem. Jest tak bardzo dokładnie opisane, co nadaje się do złożenia skargi a co nie. Jeśli ktoś umowy nie czyta - jest potem sam sobie winny, jeśli ubezpieczenie go nie obejmuje. W przypadku zapłacenia kartą kredytową reklamację zgłosić można do swojego banku. W ostateczności można dochodzić swoich praw drogą sądową, ale jest to proces długi i kosztowny.

Jeśli kupujemy w sklepie internetowym - proszę sprawdzić, czy podany jest adres siedziby firmy i jej dane kontaktowe, czy jest numer wpisu do rejestru działalności, etc. W przypadku adresu - czy nie jest to po prostu numer skrzynki pocztowej. I znów - każdy sklep powinien mieć system składania skarg. Nie polecam zakupów, jeśli takowego nie ma. Przed kliknięciem 'kup' radzę też zapoznać się z kosztami i czasem wysyłki.

Prawa konsumenta mogą różnić się w poszczególnych krajach, szczególnie spoza Unii Europejskiej - trzeba liczyć się z tym w przypadku zakupów na zagranicznych portalach i w sklepach. Według prawa polskiego istnieje możliwość odstąpienia od zakupu w ciągu 10 dni bez podania przyczyny. Nie dotyczy to jednak aukcji internetowych i kilku innych.

Ja mam kilka ulubionych i sprawdzonych sklepów. Jeśli chcę nabyć coś z nieznanej mi strony - sprawdzam na google i forach, czy nie ma o niej negatywnych komentarzy. Bardzo ważna jest też forma płatności - ja w 99.9% korzystam z serwisu PayPal. Jeśli podczas płacenia pytani jesteśmy o dane inne niż adresowe - powinno to wzbudzić nasze podejrzenia. Nikomu nie podajemy haseł i pinów!

Dla tych mających problemy z przedmiotem zakupionym w kraju Unii Europejskiej, Norwegii i Islandii polecam stronę Europejskiego Centrum Konsumenckiego (strona po angielsku i po polsku), która 'pomagała konsumentom rozwiązywać sprawy sporne poprzez rozstrzyganie sporów drogą pozasądową z wykorzystaniem procedur takich jak mediacja czy arbitraż'. W przypadku zakupów na terenie Polski pomóc może Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Mam nadzieję, że tym artykułem nie zraziłam nikogo do internetowych zakupów. Najważniejszy jest zdrowy rozsądek i zapoznanie się z warunkami umowy przed zakupem. Kupując w ten sposób zaoszczędzić możemy duże sumy pieniędzy. Coraz więcej sieci sklepów wprowadza do oferty zakupy przez internet, czasem po cenie niższej niż w samym sklepie. Ja uwielbiam dostawać przesyłki - jest to jak rozpakowywanie prezentów.

Co wy myślicie na ten temat? Macie jakieś negatywne lub super pozytywne doświadczenia?

Related Posts with Thumbnails

Reklama na blogach - Blogvertising.pl